Tanie loty i niebezpieczne pociągi do Moskwy – co z czym się je?

Jak i czym jechać do Moskwy?

Jeszcze do niedawna podróż samolotem do Moskwy przyprawiała o cenowy zawrót głowy i zdrowy rozsądek podpowiadał, że lepszym rozwiązaniem będzie kilkukrotnie tańsza podróż pociągiem. Do 2008 roku funkcjonowała umowa pomiędzy RF i Białorusią, która ułatwiała kwestie wizowe – kto miał wizę do Rosji, mógł przejeżdżać przez Białoruś. Obecnie sytuacja kształtuje się nieco inaczej.

TANIE LOTY do Moskwy

Standardowa cena, w której powinniśmy się zmieścić lecąc tam i z powrotem to 1100 zł za osobę (bez przesiadek 2 godziny). Natomiast istnieje wiele możliwości na obniżenie tej kwoty. LOT często oferuje promocje, np. w lipcu 2011 niektórzy szczęśliwcy lecieli do Moskwy i z powrotem za 500zł. Jeszcze ciekawszą ofertę LOT proponował w promocji „szalona środa” – na lipiec 2012 można było zgarnąć bilet tam i z powrotem za 350zł! Często jednak musimy dostosować zakup biletu do naszego terminu wyjazdu i wtedy ciężko wpasować się w terminy promocyjne, które są limitowane. Kiedy natomiast ryzykujemy i najpierw myślimy o tanim bilecie, a potem o reszcie wyjazdu nasze szanse na tani przelot znacząco rosną. LOT-em jest wygodnie i nie ma przesiadek, ale nie samym LOT-em człowiek żyje. Oferta innych przewoźników jest równie ciekawa: airBaltic przez Rygę, AeroSvit przez Kijów, czas podróży od 4 do 15 godzin, ceny w zależności od terminów na lipiec 2012 od 797zł. Często może udać się znaleźć taniej – w granicach 500-600 zł.
Jak kupić bilety? Można bez przeszkód kupować bilety on-line przez znane portale jak lataj.pl czy śledzić nowe promocje na fly4free.pl lub zapytać w biurze podróży, dobry sprzedawca powinien wyszukać nam ciekawe połączenie.
Na co uważać? Jeśli kupimy bilety przez Mińsk uważajmy, ponieważ może okazać się, że spotkają nas problemy. Białoruś wymaga wizy tranzytowej – lepiej sprawdzić konieczność posiadania takiej wizy na międzylądowanie, chyba, że chcemy pokonwersować z białoruskim wymiarem sprawiedliwości.
Czy są wady przelotu? Prawie nie, aczkolwiek w sierpniu 2010 roku kiedy miasto spowiła gęsta chmura dymu z palących się torfowisk wszystkie loty zostały odwołane i posiadacze biletów samolotowych zmagali się z problemem powrotu do domu.

NIEBEZPIECZNY POCIĄG DO MOSKWY? MIT

Pierwszym mitem do obalenia jest pozorne niebezpieczeństwo. Otóż nigdy nic złego nikomu się nie stało i pewnie nie stanie. Dlaczego? Chociażby dlatego, że każdy wagon ma swojego „opiekuna”, który interesuje się podróżującymi i w razie potrzeby pomoże i obudzi nas przed stacją docelową. Ponadto miejscówki są imienne, nie ma więc miejsca na przypadkowe osoby w przeciwieństwie do połączeń międzymiastowych w Polsce – kto jeździł, ten wie. Jeśli jesteś kobietą, jedziesz sama i nie chcesz przebywać w przedziale z mężczyznami, kup bilet w przedziale damskim – tak, da się w ten sposób i na pewno zapytają Cię o to w kasie.

Nawet najdłuższa podróż samolotem nie jest aż tak dłuuuuga jak podróż pociągiem. Czy jest aż tak źle pociągiem? Absolutnie! Wręcz przeciwnie! Mamy do dyspozycji łóżko, na którym w miarę wygodnie możemy się przespać. Poza tym przed drzemką można zawsze skonsumować coś % na poprawę nastroju i porozmawiać z osobami w przedziale – często nawiązują się świetne i długowieczne relacje. Podróż pociągiem do Moskwy jest świetnym doświadczeniem, skłania ku refleksji i buduje atmosferę. Jadąc pociągiem Moskwa wydaje się bardziej odległym i mniej dostępnym punktem. Uwierzcie na słowo, coś w tym jest.
Ciekawym momentem jest zmiana podwozia na przejściu granicznym z Białorusią, kiedy kilkudziesięciotonowy wagon wraz z nami w środku wędruje do góry i zmieniane jest podwozie (w Rosji tory są szersze). Wtedy też mamy okazję zakupić regionalne specjały od „babuszek”, które często nie są aż tak stare. Pijemy piwko, jemy jagody, maliny, konwersujemy z „babuszkami”, które często prezentują swoje córki, chcąc wydać je za mąż… jedziemy dalej – czy to nie wspaniałe przeżycie?

POCIĄGI DO MOSKWY – CENY

Tanio nie jest, w tym roku (2012) pojedziemy w jedną stronę za 410zł. Niestety tutaj wydatki i formalności się nie kończą, a raczej zaczynają. Musimy być przygotowani bowiem na wykupienie tranzytowej wizy białoruskiej. Aby ją otrzymać musimy posiadać już bilety do Rosji oraz wizę rosyjską. Czasami taka kombinacja utrudnia życie – nie dość, że musimy jechać złożyć wniosek to za kilka dni znów jechać go odebrać i oczywiście odstać swoje w kolejkach pod ambasadą. Jeśli mieszkamy poza miastem, w którym jest konsulat białoruski raczej będziemy korzystać z usług pośredników oszczędzając pieniądze na dojazdy i czas wystany w kolejkach. Za wizę białoruską tranzytową zapłacimy 15 EURO + usługa pośrednika i wysyłka wizy kurierem. Razem może nas to kosztować nawet ponad 200zł.

TANI POCIĄG DO MOSKWY!

Polak potrafi i oczywiście są różne sposoby na obniżenie kosztów przejazdu pociągiem. Np. możemy wykupić bilet do Terespola, następnie jechać kolejką do Brześcia i tam kupić bilet do Moskwy – nie ma gwarancji, że bilety będą w kasie, możliwe że będziemy zmuszeni kupować u koników, chyba, że załatwimy wcześniej przez kogoś na miejscu. Oczywiście może się to wszystko wiązać z różnymi przygodami. Jedno jest pewne – koszt biletu możemy dzięki temu obniżyć nawet o połowę, koszt wizy jednak wciąż pozostaje.
Niezłym rozwiązaniem, również dla odważniejszych, jest podróż przez Ukrainę. Możemy dojechać do Lwowa i tam kupić bilety do Moskwy lub Kijowa (przy okazji możemy po drodze zwiedzić Kijów). Kiedy ostatni raz dzwoniłem i pytałem czy można jakość zarezerwować bilet wcześniej Pani uprzejmie poinformowała, że jak będzie bilet to Pan pojedzie, a jak nie będzie – to nie Podróż może wydłużyć się, ale przygoda tego wymaga. Koszty powinny również obniżyć się dwukrotnie, a wizy na Ukrainę nie trzeba, więc dodatkowa gotówka pozostaje w kieszeni.

AUTOKARY I AUTOBUSY DO MOSKWY

Choć podróż najmniej wygodna i najdłuższa (30 godzin) z powodzeniem znajduje swojego Klienta i jest atrakcyjna cenowo: 303 zł w jedną stronę, 545zł w obie strony (2012), połączenie oferują linie Ecolines (www.ecolines.net) Nie płacimy również za wizę na Białoruś, autobus jedzie bowiem przez Litwę i Łotwę.

KURSY ROSYJSKIEGO W MOSKWIE

Jak zgubić paszport w Rosji i nie zwariować

Jak zgubić paszport w Rosji i nie zwariować czyli wywiad z Martą Wnuk, studentką SGH, która spędziła miesiąc w Moskwie i… przeżyła :-)

Kiedy odebrała Pani ode mnie telefon po powrocie, powiedziała Pani, że najchętniej spakowałaby Pani walizki i wróciła z powrotem do Moskwy. Co takiego zostawiła Pani tam, czego nie ma tutaj?

Całkowicie odmienny świat – inni ludzie, atmosfera, ale przede wszystkim oderwanie od codziennej rzeczywistości. Z jednej strony miesiąc nauki, a z drugiej wyjątkowe wakacje, podczas których naprawdę można wypocząć.

Pobyt w Moskwie był z pewnością jedną z największych przygód, którą przeżyłam w swoim życiu i naprawdę trudno jest opisać te parę tygodni w kilku zdaniach.

Bez wątpienia było to nie lada wyzwanie, którego można się obawiać… ale całkowicie niepotrzebnie! To naprawdę świetna okazja do poznania języków, wyjątkowej kultury, nowych znajomych (dosłownie z każdego zakątka świata) i spróbowania całkowicie innego życia.

Moskwa zapiera dech w piersiach jako wielka światowa metropolia. Tłumy ludzi, zbiorowisko kultur i dziesiątki, setki, a może nawet tysiące wyjątkowych miejsc, które powinno się zobaczyć.

Co jeszcze? Możliwość poznania studenckiego rosyjskiego życia od wewnątrz. Prawdziwy duch atmosfery moskiewskiego akademika jest z pewnością czymś nie do powtórzenia. Do tego zajęcia, które nie tylko uczą języka, ale pozwalają poznać rosyjską kulturę, sposób widzenia historii, ale przede wszystkim skonfrontować naszą wizję Rosji i Rosjan z rzeczywistością. Godziny spędzone na dyskusjach, opowieściach i wycieczkach z nauczycielami bez wątpienia szeroko pomogły poszerzyć moją wiedzę i umiejętności językowe.

Dodatkowo miasto, które nie śpi. Kluby, w których można przekonać się jak bawią się legendarne rosyjskie dusze. I do tego ludzie, niezwykle otwarci i pomocni.

Jeden wyjazd idealnie łączący naukę ze świetną zabawą ;)

Rosja potrafi uzależniać, czy myśli Pani już o powrocie?

Jestem pewna, że nie był to mój ostatni wyjazd do Rosji! Tak naprawdę, wyjeżdżając, planowałam już powrót ;) Czy to będzie Moskwa, czy Sankt Petersburg, a może jeszcze inne miejsce – tego jeszcze nie wiem. Nie mniej jednak poznałam ten kraj na tyle, że wiem, że chciałabym się w jakiś sposób z nim związać i mieć okazję do częstego podróżowania w tamte rejony.

Jeszcze z Moskwy napisała mi Pani: „zaczynam wierzyć, że nie ma rzeczy, których nie da się załatwić!”

Tak jest! Nie każdemu zdarza się zgubić paszport będąc w państwie, gdzie w zasadzie powinno się go mnie cały czas przy sobie. Ale nic tak strasznego, jak się może wydawać. Procedura wyrobienia nowego paszportu jest dość prosta, choć rzeczywiście trzeba poświęcić temu trochę czasu i pieniędzy. Pierwszym krokiem jest zgłoszenie się do konsulatu Polski w Moskwie, gdzie występujemy o paszport tymczasowy, którego wyrobienie zajmuje nie więcej niż dobę lub dwie. Kolejnym krokiem jest zgłoszenie faktu zgubienia dokumentu na komisariacie policji (w przypadku MGU posterunek znajduje się w budynku głównym akademiku w piwnicy). Następnie zgłaszamy również ten fakt w Centrum Nauki Języków Obcych, które występuje w naszym imieniu o wizę powrotną do Polski.
Proponuję mieć ksero wszystkich dokumentów, które zabieramy ze sobą do Rosji – nigdy nie wiadomo, co może się przydać.

Na kursach i w akademiku MGU atmosfera jest międzynarodowa. Czy udało się Pani poznać Rosjan i czy spotkała Pani Polaków?

Na kursach i w akademiku poznaje się ludzi z krajów, które trudno nawet wskazać na mapie :) Przeważają przede wszystkim Azjaci, ale jest też mnóstwo Europejczyków i zdarzają się grupki Amerykanów. Nie ma również problemu z poznaniem Rosjan, którzy są wyjątkowo otwarci i przyjaźnie nastawieni – czy to w akademiku, czy podczas zwiedzania Moskwy. Nie mniej jednak oprócz mnie na kursach był tylko jeszcze jeden Polak, ale poznałam wiele osób z polskimi korzeniami.

Czy rosyjskie warunki w akademiku nie przeraziły Pani?

„Przeraziły” to za dużo powiedziane. Jadąc do Moskwy byłam przygotowana na najgorsze i na szczęście wcale nie było aż tak źle, jak mnie uprzedzano. Rzeczywiście wyposażenie akademika pozostawia wiele do życzenia (nie ma np. lodówki), ale przez te parę tygodni nie jest to wyjątkowo uciążliwym problemem. Pokoje są z reguły jednoosobowe w kompleksie z drugim identycznym pokojem, łazienką oraz  toaletą. Na korytarzach znajdują się kuchnie do ogólnego użytku, ale należy mieć swoje naczynia, dlatego też niewielu wakacyjnych kursantów decyduje się na korzystanie z nich. Istnieje również możliwość wykupienia w pokoju Internetu ;)
Nie mniej jednak wszelkie niedogodności rekompensuje budynek, w którym się znajduje akademik – nie każdy może pochwalić się, że mieszkał w takim większym Pałacu Kultury, który zapiera dech w piersiach ;)

Jak ocenia Pani kurs prowadzony przez MGU, skorzystała Pani z niego?

W mojej ocenie: bez wątpienia tak! Trafiłam do świetnie dobranej grupy (na pierwszych zajęciach należy napisać test sprawdzający oraz przeprowadzana jest rozmowa). Nie tylko miałam do czynienia z ludźmi, którzy naprawdę chcieli się czegoś nauczyć i dowiedzieć, ale również trafiłam na nauczycielkę, która robiła wszystko, aby te zajęcia nas interesowały. Ceniłam sobie przede wszystkim cotygodniowe wycieczki, które bardzo dobrze rozwijały nas językowo, ponieważ cały dzień trzeba było posługiwać się tylko i wyłącznie językiem rosyjskim, a do tego kontrolowano nasze ewentualne błędy. Nie podobały mi się z kolei prowadzone seminaria (jest ich kilka do wyboru), ale był to raczej problem doboru wykładowcy, a nie samych zajęć.

To Pani pierwszy raz w Rosji – wyjazd złamał lub potwierdził stereotypy i wyobrażenia Rosji?

Zdecydowanie je złamał! Wyobrażenie Polaków o  Rosji – o ludziach, zwyczajach, ich podejściu do życia – jest całkowicie niezgodne z rzeczywistością. W zasadzie na każdym kroku dziwimy się jak bardzo podobni, a jak różni od nich jesteśmy. Nie wspominając już nawet o ich poglądach na historię, czy politykę, które wydają się być oczywiste, a wcale takimi nie są.  W tym temacie mogłabym się naprawdę rozpisać, bo takich przykładów jest mnóstwo. Przede wszystkim w Polsce nadal istnieje stereotyp bardzo biednego Rosjanina, co bez wątpienia mija się z prawdą. Przekonałam się również, że ogromna przestępczość w Rosji to tylko mit i czułam się w tym kraju wyjątkowo bezpiecznie oraz że Rosjanie nie są aż tak gorliwie religijni, jakby się mogło wydawać. Dodatkowo nam Polakom, wydaje się, że to naród, który lubi być rządzony twardą ręką – od nich z kolei dowiadujemy się, że ich wybory polityczne wcale nie są tak oczywiste, jakby się mogło wydawać.

Dziękuję bardzo za rozmowę, myślę, że niedopowiedzianą część pozostawimy dla tych, którzy dotrą do Moskwy.

Zgadza się, bo pewnych rzeczy nie da się opowiedzieć! Również dziękuję.

Rozmawiał: Kamil Kondziołka, założyciel RosyjskiSwiat.pl i Eltee.pl

 

Kurs rosyjskiego w Rosji? Może w Moskwie? – Kurs rosyjskiego Moskwa

Kurs rosyjskiego Moskwa

Moskwa – w zasadzie cechy tego miasta można by wyliczać bez końca, dlatego pominiemy pytanie „Dlaczego warto tam pojechać i po co”, a spytamy „Co też ciekawego w kwestii kursów językowych może czekać na nas w stolicy Rosji?”

W tym miejscu warto porównać dwa miejsca, do których bezpiecznie możemy udać się celem nauki ukochanego rosyjskiego i degustacji moskwiewskiego powietrza.

Instytut Puszkina („Puszkin”) vs. Uniwersytet Moskiewski (MGU)

Dlaczego Puszkin?

Puszkin jest przede wszystkim najtańszą propozycją, na jaką możemy liczyć w przypadku wyjazdu językowego do stolicy z pięknym placem. Z kosztami na poziomie 650 EURO za miesiąc pobytu (w cenie kurs oraz zakwaterowanie) jest praktycznie nie do pobicia. Puszkin będzie też elastyczny – na kurs możemy przyjechać nawet na jeden tydzień.

Dobre jest również to, że wszystko mamy w zasięgu. Od akademika do sal, w których odbywają się zajęcia dzieli nas jedynie kilka pięter. W kompleksie znajdziemy też stołówkę, co może ułatwić nam sprawy żywieniowe, a w pokojach (mieszkamy przeważnie we 3 osoby) możemy liczyć na lodówkę i nie-europejski standard pokoi.

Z jakością nauczania nie jest wcale źle! Osoby, które wracają z  kursu chwalą sobie lektorów i sposób prowadzenia zajęć. Uwaga! Nie trzeba kupować podręcznika.

Ale… czy wszystko tak pięknie? Jako prawdziwi Polacy zadajmy sobie pytanie, kogo najbardziej nie lubimy, kiedy jesteśmy za granicą. Właśnie! Nie lubimy samych siebie! Puszkin słynie wzdłuż i wszerz z popularności wśród Polaków. Reasumując, jadąc do Puszkina musimy zaakceptować się nawzajem, nie ma innej rady :) Na pocieszenie: Polacy nie mają praw na wyłączność, więc oczywiście w akademiku i na zajęciach zaznamy również inne niż polskie narodowości.

b)  Jaką to tajemną moc kryje w sobie Uniwerstet Moskiewski (MGU)?

Wszystko od początku nie tak… z akademika na zajęcia trzeba jechać (a to zarówno czaso-, jak i biletochłonne), w pokojach nie ma lodówek, a warunki, jak w rosyjskim akademiku nieremontowanym od 50 lat. Na dodatek drożej niż w Puszkinie, bo za miesiąc pobytu i nauki zapłacimy latem ok. 1000 USD, a najkrócej możemy wybrać się do MGU na 3 tygodnie. Natomiast zarówno w budynku akademika, jak i w centrum nauczania mamy stołówkę, więc przynajmniej przystępnego cenowo jedzonka nam nie zabraknie.

Pomimo wymienionych wyżej przeszkód, ludzie, którzy wracają z tego miejsca są naładowani – nazwijmy to – tajemną moskiewską energią. Sam doświadczyłem tego na własnej skórze. Trywializując przejawia się to zadowoleniem z życia, zakochaniem w Moskwie i ciekawymi przygodami.

Jak więc to się dzieje?

Mam na to swoją teorię. Przede wszystkim mieszkamy w budynku, za zamieszkanie w którym wielu dałoby się pociąć (autentyczny cytat z wpisu studentki filologii rosyjskiej z naszego fanpage na facebooku), co ciężko od razu na zdrowy rozum pojąć. Fakt, monumentalna budowla brylująca nad miastem z Worobiowych Wzgórz jest już pewnego rodzaju doznaniem, a codzienna przeprawa z akademika do miejsca zajęć, pozwalająca na współdzielenie przestrzeni życiowej z Rosjanami i ogólną obserwację otoczenia, daje nam wrażenie, że jesteśmy częścią tego, co się dzieje.

Akademik zamieszkuje kilkanaście tysięcy osób – Polak rzadkim niezwykle okazem jest, a Rosjanin – częstym, do tego miks międzynarodowy, jesteśmy zmuszeni więc do komuniakcji po rosyjsku i ewentualnie w językach obcych. Pokoje pomimo swego standardu mogą bardziej nam przypaść do gustu niż puszkinowskie, ponieważ zazwyczaj mamy swój pokój dla siebie. Czyli łazienka i prysznic mamy wspólne z pokojem obok, ale pokój jest na wyłączność. W Puszkinie musimy za taką „przyjemność” dopłacić.

W miejscu zajęć panuje sympatyczna, rodzinna atmosfera, wszyscy się znają i jest wesoło. Opinie o zajęciach i nauce zawsze w superlatywach. Trzeba też kupić proponowany podręcznik.

Nie bez znaczenia jest zapewne okolica MGU, która składa się w zasadzie z ogromnego terenu – kompleksu zieleni i budynków należących do… MGU. Bardzo blisko akademika (czyli 20 min bardzo szybkim krokiem – witamy w Moskwie!) znajduje się najbardziej znany punkt widokowy w Moskwie, którego głównymi atrakcjami są przepiękny widok na Moskwę i… widok na nasz piękny akademik (z zewnątrz naprawdę robi wrażenie), równie chętnie uwieczniany na zdjęciach turystów. Na punkcie widokowym  w gorące wieczory i noce tętni życie motocyklowo-samochodowo-ludzkie, więc jeśli nie mamy nic do roboty to w zasięgu zawsze znajdzie się coś ciekawego.

Okolica Puszkina jest mniej ciekawa i składa się głównie z bloków mieszkalnych.

Nie ma lepszych i gorszych miejsc na kurs i przygodę wakacyjną – wszystko zależy od nas.

Następnym razem weźmiemy na tapetę Petersburg. Do usłyszenia!

KK

Chcesz wyjechać do MGU lub Puszkina? Z nami to proste. Zobacz więcej w zakładce wyjazdy do Rosji

Polska-Rosja Euro 2012 – Histeryczne Wydarzenie?

Dziś mecz: Polska – Rosja! Specjalnie dla Kibiców Rosji – nieoficjalny hymn drużyny rosyjskiej – Dyskoteka Awaria!

Wyjaśniamy, że dzisiaj, 12 czerwca, jest rosyjskie święto czyli Dzień Rosji (День России). Dobrze, że dzisiaj nie jest Dzień Jedności Narodowej (День народного единства), który to często konotowany jest z wygnaniem Polaków spod Kremla w 1612 roku i Rewolucją Październikową w 1917 roku.

Emocji wydaje się i tak pod dostatkiem, wystarczy już podgrzana atmosfera marszu na stadion (słyszeliśmy w pewnych środowiskach o teoriach głoszących, że Putin wysłał przebranych za kibiców żołnierzy) oraz ulotka dla Rosjan z błędami językowymi rodem z translatora (więcej o ulotce).

W tym miejscu najlepiej zatrzymać się na Moście Poniatowskim w Warszawie i z ulgą odetchnąć :) Sami zobaczcie:

Słuszne wezwanie do jednoczenia się

Słuszne wezwanie do jednoczenia się

Życzymy wszystkim sportowych i pozasportowych pozytywnych emocji! :)

Dzień Zwycięstwa – 9 maja

Kiedy 9 maja 2007 roku udałem się na Plac Czerwony niewiele wiedziałem o tym, co mam za chwilę zobaczyć, oglądałem – jak zapewne każdy z nas – urywki z transmisji z parady w telewizji polskiej, ale poza tym niewiele więcej. Mieszkając w Moskwie już kilka miesięcy wiedziałem jednak, że wiele faktów dotyczących naszych wschodnich sąsiadów przyjętych w Polsce to daleka nadinterpretacja lub brak wiedzy. Chodzi mi chociażby o namiętne pokazywanie w polskiej telewizji babuszek owiniętych chustą ze złotymi zębami w śnieżnej zamieci na tle Placu Czerwonego odpowiadających na pytania dziennikarza lub też przekonanie, że wszyscy piją na potęgę. Tego typu i inne bzdury wygadywał ostatnio u Kuby Wojewódzkiego bohater telewizji śniadaniowej TVN, który mieszkał wprawdzie przez pięć lat w Moskwie, ale to było w 1995 roku czyli 17 lat temu!
Dawna siedziba KGB, 9 maja 1945Wróćmy do obchodów. Atmosfera zwycięstwa w mieście narasta o wiele wcześniej, na mieście pojawiają się plakaty, przy dawnym budynku KGB stawiana jest duża scena z napisem „1945 – 9 maja Dzień Zwycięstwa” itd. Oznaką nadchodzącego wydarzenia są też „wstążki zwycięstwa” (Георгиевские ленточки) w czarno-pomarańczowe paski. Są symbolem doskonale jednoczącym właścicieli wszelkiej maści samochodów – od ład po mercedesy. Wstążki przyczepiane są do lusterek i anten, ale również noszą je piesi na wszelkich możliwych częściach garderoby. Na dole wstążki widnieje adres www.9maya.ru – można tam znaleźć informację o akcjach i gadżetach. W zasadzie wstążki w wielu przypadkach dumnie powiewają towarzysząc kierowcom jeszcze długo po Dniu Zwycięstwa.
9 maja. Rano. Pamiętam, że zamierzałem zjawić się na tyle wcześnie, abym mógł cokolwiek dojrzeć na Placu Czerwonym. Wstałem wcześnie rano – naprawdę wcześnie, wiedziałem bowiem od znajomych Rosjan, że słyszeli oni, że jeśli wybieramy się na paradę trzeba wcześnie wstać i zająć miejsce. Wyobrażałem sobie, że będę stał zaraz przy balustradzie oddzielającej mnie od Placu Czerwonego i na własne oczy zobaczę piękne przedstawienie i przejazd wszelakiego żelastwa.
Do Placu Czerwonego kilkaset metrówI w zasadzie nie pomyliłem się – udało się. Stałem prawie przy barierce – myślicie, że cokolwiek było widać? Okazuje się, że dojścia do Placu w ogóle nie było – pierwsze barierki znajdowały się w odległości kilkuset metrów i nie było widać zupełnie nic, co miało być interesujące, no może oprócz myśliwców przelatujących niemalże nad samą głową. Z tego co pamiętam przeleciały tylko raz, wszyscy dookoła złapali za sprzęt w postaci aparatów fotograficznych i telefonów, aby uchwycić ten moment na dłużej – niestety, drugiego przelotu nad naszymi głowami nie było.
W zasadzie wiele się działo, dużo policji, dużo ludzi, było słychać krzyki żołnierzy „Urraa-a-a” wywołujące dreszcz emocji, ale wciąż czułem niedosyt. Chciałem zobaczyć więcej i… doczekałem się. W pewnym momencie błądzenia po ulicach zupełnie przypadkowo wpadłem na początek orszaku ogromnej masy ludzi idącej wprost na mnie z wielkimi czerwonymi banerami, flagami i innymi gadżetami. Okazało się, że znalazłem się w centrum pochodu z okazji 9 maja. Były orkiestry, hasła, okrzyki, tłumy, flagi, sierpy i młoty, slogany komunistyczne, wizerunki Stalina itd. Dłuższą chwilę zastanawiałem się, o co chodzi, przecież wiedziałem, że nie jest tak jak się mówi, a tu nagle pełna okazałość czerwonego rosyjskiego rumoru. Zdjęcia i filmy, które dodałem poniżej, mam nadzieję pokażą Wam o czym mówię. Wyobraźcie sobie, że znajdujecie się w samym centrum tej materii nagle znudzeni tym całym 9 maja nie zobaczywszy nawet ułamka czołgu – niebywała radość, ale też i zdziwienie, i nieswoje uczucie kultu mordercy.
Pochód naganiany przez Komunistyczną Partię RFDopiero później dowiedziałem się, że takich pochodów na ulicach jest kilka, a ten na który akurat trafiłem był naganiany przez KPRF (Komunistyczna Partia Rosyjskiej Federacji). To niesamowite, że możemy sobie wyjść z portretem Stalina na ulicę eskortowani przez służby porządkowe i nikt nam nic nie zrobi – spróbujmy przejść tak przez Warszawę 9 maja :)


Dzień zwycięstwa nie kończy się bynajmniej na pochodzie, świętuje się cały dzień, na stacjach metra do samego wieczora słychać śpiewy i krzyki „За победу!” („Za zwycięstwo!”) lub czasami też „За победу! За Сталина” („Za zwycięstwo! Za Stalina!”). Wykrzykują zazwyczaj młodzi i podpici, może też trochę dla „szpanu”?


Czy nie da się w takim razie nigdy zobaczyć obchodów Dnia Zwycięstwa na własne oczy? Da się, ale trzeba zjawić się w Moskwie przed 9 maja. Dlaczego? Przyczyna jest bardzo prosta – kilka dni przed oficjalną paradą odbywa się próba i wtedy mamy naoczny nielimitowany dostęp do żelastwa i innych atrakcji. Jeśli ktoś żądny jest zdjęć i relacji z takiego wyczynu polecam nr 53 czasopisma EUROPA.RU, można ściągnąć PDF z archiwum: http://www.gazetarosyjska.pl/pliki/0053.pdf, artykuł „Мой День победы – 2009”.

PLAC CZERWONY TO NIE KOMUNIŚCI. Fakt, czerwoność placu podkreśla piękna czerwona cegła murów Kremla, Muzeum Historycznego, Soboru Wasylego Błogosławionego i niepiękna czerwona flaga z sierpem i młotem. W praktyce ta ostatnia nie podkreśla, bo już jej tam nie ma. Tak naprawdę niegdyś „красный” [krasnyj], znaczyło „piękny”, a obecnie znaczy „czerwony”. Czy nazwa „Plac Piękny” nie pasowałaby bardziej do pocztówki i nie byłaby lepszym tłumaczeniem? Poza tym po rosyjsku „plac” to „площадь”, a to rodzaj żeński, bądźmy więc dla „niej” dżentelmenami.