Dzień Zwycięstwa – 9 maja

Kiedy 9 maja 2007 roku udałem się na Plac Czerwony niewiele wiedziałem o tym, co mam za chwilę zobaczyć, oglądałem – jak zapewne każdy z nas – urywki z transmisji z parady w telewizji polskiej, ale poza tym niewiele więcej. Mieszkając w Moskwie już kilka miesięcy wiedziałem jednak, że wiele faktów dotyczących naszych wschodnich sąsiadów przyjętych w Polsce to daleka nadinterpretacja lub brak wiedzy. Chodzi mi chociażby o namiętne pokazywanie w polskiej telewizji babuszek owiniętych chustą ze złotymi zębami w śnieżnej zamieci na tle Placu Czerwonego odpowiadających na pytania dziennikarza lub też przekonanie, że wszyscy piją na potęgę. Tego typu i inne bzdury wygadywał ostatnio u Kuby Wojewódzkiego bohater telewizji śniadaniowej TVN, który mieszkał wprawdzie przez pięć lat w Moskwie, ale to było w 1995 roku czyli 17 lat temu!
Dawna siedziba KGB, 9 maja 1945Wróćmy do obchodów. Atmosfera zwycięstwa w mieście narasta o wiele wcześniej, na mieście pojawiają się plakaty, przy dawnym budynku KGB stawiana jest duża scena z napisem „1945 – 9 maja Dzień Zwycięstwa” itd. Oznaką nadchodzącego wydarzenia są też „wstążki zwycięstwa” (Георгиевские ленточки) w czarno-pomarańczowe paski. Są symbolem doskonale jednoczącym właścicieli wszelkiej maści samochodów – od ład po mercedesy. Wstążki przyczepiane są do lusterek i anten, ale również noszą je piesi na wszelkich możliwych częściach garderoby. Na dole wstążki widnieje adres www.9maya.ru – można tam znaleźć informację o akcjach i gadżetach. W zasadzie wstążki w wielu przypadkach dumnie powiewają towarzysząc kierowcom jeszcze długo po Dniu Zwycięstwa.
9 maja. Rano. Pamiętam, że zamierzałem zjawić się na tyle wcześnie, abym mógł cokolwiek dojrzeć na Placu Czerwonym. Wstałem wcześnie rano – naprawdę wcześnie, wiedziałem bowiem od znajomych Rosjan, że słyszeli oni, że jeśli wybieramy się na paradę trzeba wcześnie wstać i zająć miejsce. Wyobrażałem sobie, że będę stał zaraz przy balustradzie oddzielającej mnie od Placu Czerwonego i na własne oczy zobaczę piękne przedstawienie i przejazd wszelakiego żelastwa.
Do Placu Czerwonego kilkaset metrówI w zasadzie nie pomyliłem się – udało się. Stałem prawie przy barierce – myślicie, że cokolwiek było widać? Okazuje się, że dojścia do Placu w ogóle nie było – pierwsze barierki znajdowały się w odległości kilkuset metrów i nie było widać zupełnie nic, co miało być interesujące, no może oprócz myśliwców przelatujących niemalże nad samą głową. Z tego co pamiętam przeleciały tylko raz, wszyscy dookoła złapali za sprzęt w postaci aparatów fotograficznych i telefonów, aby uchwycić ten moment na dłużej – niestety, drugiego przelotu nad naszymi głowami nie było.
W zasadzie wiele się działo, dużo policji, dużo ludzi, było słychać krzyki żołnierzy „Urraa-a-a” wywołujące dreszcz emocji, ale wciąż czułem niedosyt. Chciałem zobaczyć więcej i… doczekałem się. W pewnym momencie błądzenia po ulicach zupełnie przypadkowo wpadłem na początek orszaku ogromnej masy ludzi idącej wprost na mnie z wielkimi czerwonymi banerami, flagami i innymi gadżetami. Okazało się, że znalazłem się w centrum pochodu z okazji 9 maja. Były orkiestry, hasła, okrzyki, tłumy, flagi, sierpy i młoty, slogany komunistyczne, wizerunki Stalina itd. Dłuższą chwilę zastanawiałem się, o co chodzi, przecież wiedziałem, że nie jest tak jak się mówi, a tu nagle pełna okazałość czerwonego rosyjskiego rumoru. Zdjęcia i filmy, które dodałem poniżej, mam nadzieję pokażą Wam o czym mówię. Wyobraźcie sobie, że znajdujecie się w samym centrum tej materii nagle znudzeni tym całym 9 maja nie zobaczywszy nawet ułamka czołgu – niebywała radość, ale też i zdziwienie, i nieswoje uczucie kultu mordercy.
Pochód naganiany przez Komunistyczną Partię RFDopiero później dowiedziałem się, że takich pochodów na ulicach jest kilka, a ten na który akurat trafiłem był naganiany przez KPRF (Komunistyczna Partia Rosyjskiej Federacji). To niesamowite, że możemy sobie wyjść z portretem Stalina na ulicę eskortowani przez służby porządkowe i nikt nam nic nie zrobi – spróbujmy przejść tak przez Warszawę 9 maja :)


Dzień zwycięstwa nie kończy się bynajmniej na pochodzie, świętuje się cały dzień, na stacjach metra do samego wieczora słychać śpiewy i krzyki „За победу!” („Za zwycięstwo!”) lub czasami też „За победу! За Сталина” („Za zwycięstwo! Za Stalina!”). Wykrzykują zazwyczaj młodzi i podpici, może też trochę dla „szpanu”?


Czy nie da się w takim razie nigdy zobaczyć obchodów Dnia Zwycięstwa na własne oczy? Da się, ale trzeba zjawić się w Moskwie przed 9 maja. Dlaczego? Przyczyna jest bardzo prosta – kilka dni przed oficjalną paradą odbywa się próba i wtedy mamy naoczny nielimitowany dostęp do żelastwa i innych atrakcji. Jeśli ktoś żądny jest zdjęć i relacji z takiego wyczynu polecam nr 53 czasopisma EUROPA.RU, można ściągnąć PDF z archiwum: http://www.gazetarosyjska.pl/pliki/0053.pdf, artykuł „Мой День победы – 2009”.

PLAC CZERWONY TO NIE KOMUNIŚCI. Fakt, czerwoność placu podkreśla piękna czerwona cegła murów Kremla, Muzeum Historycznego, Soboru Wasylego Błogosławionego i niepiękna czerwona flaga z sierpem i młotem. W praktyce ta ostatnia nie podkreśla, bo już jej tam nie ma. Tak naprawdę niegdyś „красный” [krasnyj], znaczyło „piękny”, a obecnie znaczy „czerwony”. Czy nazwa „Plac Piękny” nie pasowałaby bardziej do pocztówki i nie byłaby lepszym tłumaczeniem? Poza tym po rosyjsku „plac” to „площадь”, a to rodzaj żeński, bądźmy więc dla „niej” dżentelmenami.